O autorze
Swoje prace pokazywał m.in: w warszawskiej galerii Zachęta, CSW Zamek Ujazdowski i w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Były redaktor naczelny magazynów "Aktivist", "Exklusiv", "Machina Design" i "Lub Czasopismo

6.

.

Fot. 30. Koń, sen, skala. Warszawa, 2011
Padłej klaczy nie można, ot tak, zakopać pod drzewem, nie po wizycie weterynarza. Są przepisy, normy i rejestr zgonów. To była kosztowna śmierć.
Pięć tysięcy plus koszty utylizacji. Zdechła zwyczajnie przy porodzie. Źrebię wychowaliśmy sami. Karmiliśmy butelką, dostał na imię Szurak. I wszystko było pięknie i cudownie. Uratowane źrebię rosło zdrowe, ślepo nam ufało, no właściwie to był nowy członek rodziny. Problem pojawił się kiedy źrebak zaczął stawać się koniem, a mimo to dalej chciał wchodzić do naszego mieszkania i siadać przy łóżku dziadka jak pies. Nie przeszkadzały mu schody. I dosyć wcześnie nauczył się otwierać drzwi. Musieliśmy zamykać na klucz. Dziadek bardzo go kochał, ale sprzedał. Stawał się niebezpieczny dla nas. No i dziadek miał sen, że mnie Szurak stratował. A dziadek miewał sny prorocze, jak np. ten o moim młodszym bracie Michale, że się urodzi bez ręki. I się urodził.
Na zdjęciu: Michał Wołczak (rocznik 87). W książeczce zdrowia dziecka napisano: "Noworodek urodzony w stanie ogólnie dobrym, z wadą wrodzoną kończyny górnej, lewej, w postaci amputacji w połowie przedramienia". W tej śmiesznej skali dostałem 9/10 - mówi Michał.
Trwa ładowanie komentarzy...